Książki historyczne o historii Prus i stare meble stylowe to wszytko znajdziesz w miasteczku na Warmii o nazwie Dobre Miasto
Powrót do indeksu
 

ROZMAITOŚCI LITERACKIE

 

Tęcza Prusów

[...]

KAPŁANKA:

O ziemio, nie wyjałowiejesz

Przenigdy (Prusowie rzucają się na ziemią i całują ją)

O drzewa, będziecie pokrywać się owocami (Wykonują gesty dotykania owoców i zrywania ich)

Przychówek nasz niech będzie obfity (Gesty głaskania, oporządzania zwierząt).

A co przestarzałe, niech umiera (Gesty żegnania).

Niech nie zajmuje miejsca sobą

Temu, co ma wrócić.

KAPŁANKA (zwraca się do zmarłego): Nie zajmuj miejsca, i wracaj.

PRZYBYSZ (pyta na stronie Gedanę): Dlaczego nosicie tę ozdobę z głową dzika na piersiach?

GEDANA: Nie chcemy nosić jako ozdoby matki ziemi, bo i jak? Ona taka wielka. A dzik jest synem ziemi, ryje ją, lubi ją, mówią, że ją je. Jest tak blisko niej, i jest przy tym silny - może obronić. I nawet nie tyle sam, co mocą ziemi. Przerywa. Ale po co opowiadać. Nie lubimy za dużo stać i opowiadać. Poznasz to z czasem sam. Poobserwujesz dzika...

LIKUS podchodząc do Przybysza: Nie stój tylko. Popij i zatańcz z nami, bo pomyślimy, że ignorujesz naszego zmarłego.

PRZYBYSZ bierze do ręki kadź piwa i pyta: Długo on tu leży?

ONA: Miesiąc cały; pomaga mu w tym woda.

PRZYBYSZ: Woda?

ONA: Lód. Przed odejściem leży, by dobrze zapamiętać to miejsce, aby gdy będzie wracał nie błądzić, nie szukać, lecz szybko odrodzić się gdzie trzeba. Przybysz kieruje wzrok i wyciąga rękę z kadzią piwa w kierunku zmarłego; przypija.

LIKUS: Jutro odprowadzimy go na stos. Chyba dobrze zapamiętał wszystko. Zwracając się do Przybysza: Zostań do jutra z nami.

Tańczą, bawią się. Rano następnego dnia - po umyciu się w jeziorze - stają wokół postania. Niektórzy zaczynają podnosić posianie z umarłym. Na to

LIKUS: Poczekajcie, może pozwolimy, by ojciec przypatrzył się jeszcze, czy sprawiedliwie dzielimy to, co miał za życia?

INNI: Niech i tak będzie; niech jeszcze się przypatrzy, a jakże, a jakże.

Likus i inni dzielą wszystko, co zostało w zagrodzie na kilka części i rozkładają w przestrzeni mili od zagrody począwszy. Największa część dobytku, jest najdalej od zagrody.

PRZYBYSZ: Po co to robicie, jeśli wolno mi spytać?

ONA: Będzie dzielenie tego, co zostało po nim, na wszystkich. Patrz, tam właśnie przygotowują się jeźdźcy. Kto pierwszy w galopie doskoczy najlepszej części, ta będzie jego.

PRZYBYSZ: Jego.

ONA: No nie na zawsze wszak. (Pauza) Po pierwszej będzie druga gonitwa po to, co zostało. Aż wszystko po kolei nie zostanie...

PRZYBYSZ: ...Zabrane

ONA: Przejęte. A może lepiej byłoby powiedzieć - poży­czone? Bo to, co miał ojciec Likusa też nie było tylko jego. Czy my na tej ziemi cokolwiek mamy jako własne? Przejmujemy, pożyczamy, oddajemy...

PRZYBYSZ: Więc to, co po nim zostało nie przejmą najbliżsi, tylko idzie w ręce całej wspólnoty?

ONA: Jeszcze nie rozumiesz?

PRZYBYSZ: Jeszcze nie całkiem. Czy widziałeś wśród naszego ludu możnowładców?

PRZYBYSZ: Nie

ONA: Właśnie między innymi dlatego ich nie ma. Gdyby z ojca na syna, z matki na córkę przechodziło, co przed śmiercią zgromadzili, to przestalibyśmy być po jakimś czasie wszyscy równi sobie. Dzięki rozdzielaniu rzeczy, które miał zmarły za życia udaje się nam uniknąć, by jakiś lauks lub rodzina lub ktokolwiek nagromadził dużo więcej rzeczy niż inni. To chroni nas przed tym, by byli wśród nas bogatsi i biedniejsi, by byli bogaci i wpływowi bogactwem a nie mądrością.

PRZYBYSZ: Chyba zaczynam rozumieć. Po jakimś czasie jedni mieliby dużo więcej niż inni, nawet gdyby tego nie chcieli.

ONA: Chwytasz to. Likus będzie od początku gromadził to co mu potrzebne. Dzięki temu ma szansę uniknąć gromadzenia tego, co mógłby gromadzić, a co byłoby mu niepotrzebne.

PRZYBYSZ: No ale, jeśli cały dobytek zmarłego zostaje rozproszony na innych i żegnacie się ze zmarłym tak długo, aż nie opróżnicie zapasów jedzenia i picia, które są w jego domu, to co mają najbliżsi?

LIKUS: Rozproszony zostają tylko rzeczy, które zgromadził.

PRZYBYSZ: Tylko dobytek ruchomy.

LIKUS: Tak. Ziemia, miejsce, gdzie stoi dom pozostaje przy bliskich. A przy tym pomyśl, jeśli tak czynimy wszyscy po śmierci każdego, to i tak nikt nie głoduje.

PRZYBYSZ: Hm.., No tak. Jakże to inne niż to, co znam stamtąd skąd przybyłem! Chciałbym uniknąć nierówności, i chciałbym nie gromadzić tego co mi niepotrzebne. Kontynuuje mówiąc trochę do siebie, trochę do nich: No tak! To jest niezły sposób na unikanie wynoszenia się jednych nad drugimi za sprawą tego, co posiadają i płynącego stąd uzależnienia.

LIKUS: Czy nie jesteśmy w całej nadbałtyckiej okolicy najmądrzejsi?!

PRZYBYSZ: W tym względzie chyba tak. To mi się doprawdy podoba. U nas może ktoś być głupkiem nie lada, a mieć wpływy na innych tylko dlatego, że odziedziczył majątek lub nazwisko lub urząd po ojcu. (Przerywa) Złe się wyraziłem: nie u nas, lecz u tych, od których uciekłem.

LIKUS: I dobrześ zrobił! Przybyszu wypij ostatnią kroplę piwa. I obyś źle się więcej nie wyrażał. Idź i powiedz to, co nam mówiłeś także i mojemu ojcu, ucieszy się! Przybysz, z lekkim wahaniem, podchodzi do zmarłego. Podchodzą i niektórzy inni, w tym Likus. Niedługo potem Prusowie niosą zmarłego na stos. Zapalają go. Plonie.

Obraz ósmy

LIKUS do kapłanki: Jednak podchodzą coraz bliżej.

KAPŁANKA: Chcą podpalić nas żywych. A spalone powinno być tylko to, co samo umarło. Jak na przykład twój ojciec niedawno. Nie rozumieją tego! (Pauza)

LIKUS do Gedany i kilku, innych: Wiecie co? To, że oni wtargnęli na nasze ziemie spowodowało, że zacząłem zastanawiać się nie tylko nad nami, ale i nad tą ziemią. (Pauza) Czy przed nami nie było tu jakiegoś ludu? Czy i my nie odrzuciliśmy go na bok przychodząc tutaj? Jeden Prusów: Mówią, że my byliśmy od zawsze, jak i nasi bogowie

GEDANA: Nie wiemy tego na pewno. A jeśli nawet, to tu gdzie są ludzie były zwierzęta, które wyparliśmy. Sarnę z jej małymi i tysiące innych. One nie mówią, ale czują przecież. (Pauza)

GEDANA do Przybysza: Co powoduje, że jedni wypy­chają innych z ich siedzib? Przepędzają, niszczą?

PRZYBYSZ: Hm; zamyśliła się: Czy to jest tak jak jedno uczucie we mnie wypiera inne, raz kieruje się na to, raz na tamto?

[...]

Lech Ostasz

 

Powrót

© Towarzystwo Pruthenia